Są w każdej organizacji. Cisi bohaterowie. Ludzie-instytucje. Tacy, którzy wiedzą. Wiedzą, dlaczego ten proces jest obejściem, a nie błędem. Wiedzą, czemu klient X zawsze dzwoni bezpośrednio do Patrycji, a nie na infolinię. Wiedzą, gdzie w instrukcji jest zapis, który uratował firmę podczas ostatniej kontroli.
U nas – na potrzeby tego tekstu – nazwijmy go Staszek.
Staszek by wiedział.
Historia pierwsza: „To zawsze tak robiliśmy”
Kontrola. Niby rutynowa. Inspektor zadaje proste pytanie:
„Na jakiej podstawie przyjęliście taką klasyfikację produktu?”
Zapada cisza. Ktoś odpowiada:
„Bo… zawsze tak robiliśmy.”
Problem w tym, że zawsze oznacza: pięć lat temu Staszek rozmawiał z doradcą, przeczytał interpretację, porównał trzy normy i podjął decyzję. Decyzję dobrą, uzasadnioną i bezpieczną.
Tylko że nikt tego nie zapisał.
Staszek odszedł dwa lata temu.
Został produkt. Została decyzja. Nie została wiedza.
Wiedza, której nie ma w procedurach
Problem w tym, że Staszek rzadko pisze dokumentację. Bo:
- „nie ma teraz czasu”,
- „przecież to oczywiste”,
- „każdy nowy i tak się nauczy w praniu”.
Ale bardzo często prawdziwy powód jest inny: kultura organizacji tego nie wymaga.
Staszek nie ma przekazywania wiedzy wpisanego w obowiązki. Nikt go z tego nie rozlicza. Nikt nie pyta, gdzie jest ślad decyzji — dopóki wszystko działa.
Do tego dochodzi codzienność: strumień pilnych zadań, gaszenie pożarów, terminy „na wczoraj”. Dokumentowanie decyzji zawsze przegrywa z czymś „ważniejszym”. Bo nie jest pilne. Bo nie pali się teraz. A Staszek robi to, czego organizacja go faktycznie nauczyła: dowozi, ratuje sytuacje, odpowiada na pytania, gasi ryzyka na bieżąco. Tylko że w tym modelu wiedza żyje w ludziach, nie w systemach. I znika dokładnie wtedy, gdy przestaje być wygodnie.
Wiedza Staszka żyje w mailach, w głowie, w zeszycie w kratkę i w rozmowach przy kawie. Jest nieformalna, kontekstowa, często krytyczna — ale niewidoczna dla organizacji.
Dopóki Staszek jest na miejscu, wszystko działa.
A potem przychodzi mail:
Drodzy, informuję, że z końcem miesiąca kończę współpracę…
I nagle okazuje się, że:
- nikt nie wie, skąd wzięła się konkretna interpretacja normy,
- nikt nie pamięta, dlaczego produkt A ma inne oznakowanie niż produkt B,
- nikt nie potrafi odtworzyć ścieżki decyzyjnej sprzed dwóch lat.
Historia druga: Audyt, który bolał
Nowa osoba na stanowisku. Ambitna, kompetentna, świeża. Dostaje zadanie: przygotować firmę do audytu.
Zadaje pytania:
- „Dlaczego ten dokument wygląda inaczej niż pozostałe?”
- „Czemu ta analiza ryzyka nie ma podpisu?”
- „Skąd jest to założenie?”
Odpowiedzi są zawsze podobne:
„Tak było, jak przyszłam.” „Staszek się tym zajmował.” „To stara sprawa.”
Audyt przechodzi. Ale kosztuje:
- nerwy,
- nadgodziny,
- gorączkowe szukanie maili sprzed lat.
W raporcie pojawia się jedno zdanie:
„Brak udokumentowanego uzasadnienia decyzji.”
Formalnie drobiazg. W praktyce – sygnał ostrzegawczy.
Wiedza ucieka razem z ludźmi
To nie jest problem HR-owy. To problem operacyjny, prawny i biznesowy.
W kontekście product compliance skutki są szczególnie bolesne:
- ryzyko niezgodności z przepisami,
- chaos podczas audytów i kontroli,
- powielanie tych samych błędów,
- utrata ciągłości decyzji i interpretacji prawa.
Nowa osoba przychodzi pełna energii, ale bez kontekstu. Zaczyna od zera. Albo — co gorsza — zgaduje.
A Staszek? Staszek by wiedział.
Historia trzecia: Mail, którego nikt nie znalazł
„Przecież to było uzgodnione.” Tylko gdzie?
W mailu. Sprzed sześciu lat. W wątku, którego tytuł brzmiał: Re: Re: pytanie.
Decyzja była poprawna. Uzgodniona z dostawcą. Skonsultowana.
Tylko że nikt już nie pracował w firmie:
- ani autor maila,
- ani odbiorca,
- ani osoba, która była w DW.
Mail istniał.
Ale wiedza – nie.
Dlaczego organizacje wciąż popełniają ten błąd?
Bo wiedza:
- nie ma właściciela,
- nie jest procesem,
- nie jest KPI-em.
Firmy inwestują w systemy, certyfikaty, narzędzia i szkolenia, ale zakładają, że wiedza sama się jakoś utrzyma. Że „ludzie wiedzą, co robią”.
Nie każda wiedza jest równa
Nie wszystko w organizacji musi (i powinno) być archiwizowane. Nie trzeba zapisywać każdej rozmowy, każdego maila i każdej roboczej wersji dokumentu. Nadmiar informacji potrafi być równie niebezpieczny jak jej brak.
Ale są takie obszary, w których brak śladu decyzyjnego to realne ryzyko biznesowe.
W product compliance do tej kategorii należą w szczególności:
- decyzje i interpretacje przepisów,
- analizy wymagań prawnych i normatywnych,
- ustalenia z klientami i dostawcami mające wpływ na zgodność produktu,
- decyzje dotyczące oznakowania, instrukcji i deklaracji,
- klasyfikacja taryfowa i ustalenia celne,
- oceny ryzyka i ich aktualizacje.
To nie są „notatki robocze”. To fundamenty, do których wraca się po latach.
A czas w compliance działa inaczej niż w operacjach.
Kontrole produktowe potrafią sięgać nawet 10 lat wstecz. Kontrole podatkowe — zazwyczaj 5 lat. A sprawy celne?
Tu często mówimy o 3–5 latach, a w przypadku postępowań, korekt i sporów — o okresach dużo dłuższych. Pamięć organizacji musi być dłuższa niż pamięć pracowników.
Jak zatrzymać wiedzę w organizacji?
Nie da się zatrzymać ludzi na zawsze. Ale da się zatrzymać wiedzę.
1. Dokumentuj decyzje, nie tylko procedury
Procedura mówi co. Dokumentacja decyzyjna tłumaczy dlaczego.
W compliance to kluczowe:
- dlaczego przyjęliśmy taką interpretację przepisu,
- dlaczego uznaliśmy dane ryzyko za akceptowalne,
- dlaczego zmieniliśmy oznakowanie produktu.
To właśnie te „dlaczego” odchodzą razem ze Staszkiem.
2. Jedno źródło prawdy
Wiedza rozsiana po:
- mailach,
- Slacku,
- dyskach,
- głowach ludzi
= wiedza, której nie ma.
Centralna baza wiedzy (tak, nawet prosta w Notion) robi ogromną różnicę. Pod warunkiem, że żyje, a nie jest cmentarzem PDF-ów.
3. Wiedza jako element onboardingu i offboardingu
Jeśli ktoś odchodzi:
- co tylko on/ona wie?
- jakie decyzje podejmował?
- gdzie są „miny”, na które już ktoś kiedyś nadepnął?
Offboarding bez transferu wiedzy to strata, na którą niewiele firm naprawdę liczy koszty.
4. Compliance to proces, nie osoba
Największy red flag:
„Zapytaj Staszka, on się tym zajmuje.”
Jeśli compliance to wiedza jednej osoby, to nie jest system. To pojedynczy punkt awarii.
Staszek by wiedział…
Dobra organizacja to taka, w której:
- wiedza nie znika wraz z wypowiedzeniem,
- decyzje mają ślad,
- compliance nie jest czarną magią jednego eksperta.
Staszek nadal jest ważny. Ale jeszcze ważniejsze jest to, żeby nie musieć liczyć na to, że Staszek zawsze będzie.
Baza wiedzy jako pamięć organizacji
W ramach współpracy oferuję m.in. prowadzenie i utrzymanie bazy wiedzy w zakresie realizowanych działań compliance — tak, aby decyzje, ustalenia i analizy nie znikały wraz ze zmianami w zespole, rotacją pracowników czy upływem czasu.
Baza wiedzy nie jest dla mnie archiwum dokumentów, ale żywym zapisem decyzji: co zostało ustalone, dlaczego podjęto taką, a nie inną interpretację, na jakich podstawach prawnych i w jakim kontekście biznesowym. To właśnie te informacje najczęściej są potrzebne podczas audytów, kontroli lub po prostu wtedy, gdy ktoś nowy próbuje zrozumieć „jak i dlaczego to działa”.
Do budowania knowledge base najczęściej korzystam z Notion, ale mam także doświadczenie w pracy z Confluence, SharePointem oraz OneNote. Wybór narzędzia jest drugorzędny - celem zawsze jest jedno: żeby wiedza była łatwa do znalezienia, zrozumiała dla osób spoza compliance i możliwa do obrony nawet po latach.
W praktyce oznacza to m.in.:
- porządkowanie decyzji compliance i analiz wymagań,
- dokumentowanie ustaleń z klientami, dostawcami i instytucjami,
- tworzenie logicznej struktury wiedzy zamiast zbioru luźnych plików,
- dbanie o to, żeby baza wiedzy była aktualizowana, a nie „zamknięta po projekcie”.
Tak, żeby gdy ktoś zapyta „dlaczego zrobiliśmy to w ten sposób?”, odpowiedź nie brzmiała: „Staszek by wiedział” .